Trench Crusade Polska

Witamy na stronie poświęconej grze bitewnej Trench Crusade

Bandy

Pielgrzymi Okopowi Sw. Karola Lwangi : Trench Pilgrims

Gracz: Mikołaj

Afryka Południowa była daleka od piekła europejskich okopów, ale nawet do portowego Durbanu w prowincji KwaZulu-Natal spowitego wilgotną mgłą, docierały echa wojny. W 1911 roku, do miasta przybył wyczerpany Papieski Posłaniec, jego szaty nosiły ślady walki i pyłu, jakby przybył z samego serca Piekła.

Jego wieść była prosta i straszliwa: Cordoba upada. Miasto, które było latarnią ortodoksji na Półwyspie Iberyjskim, traciło obronę. Demoniczne siły, metodycznie eliminowały obrońców, a opłakany stan murów zwiastował nieuchronny upadek. Był to apel o pomoc, skierowany do najdalszych, najwierniejszych zakątków Chrześcijaństwa.

Wśród zgromadzonych wiernych była Nokutela Gumede, potomkini dumnych wojowników Zulusów. Jej chrzest uczynił ją córką Kościoła, ale jej serce i siła woli pozostały ukształtowane przez tradycję – bezkompromisowa waleczność i obrona własnego ludu były wartościami, które płynęły w jej żyłach. Dla Nokuteli, walka w dalekiej Europie nie była polityką, lecz duchowym obowiązkiem, którego nie mogła zignorować.

Nokutela, wraz z garstką wybranych – weteranów lokalnych konfliktów, nawróconych szamanów o silnej wierze i misjonarzy, którzy utracili nadzieję na bezpieczne życie – ogłosiła rozpoczęcie Pielgrzymki do Cordoby. Nie zamierzali płynąć jako pasażerowie, lecz maszerować jako siła.

Przyjęli za swojego patrona Św. Karola Lwangę, Męczennika Ugandy, którego heroiczna postawa ukształtowała ich etos. Św. Karol, torturowany i spalony żywcem wraz ze swoimi towarzyszami, odrzucił podstępne oferty składane mu osobiście przez demonicznego księcia Asmodeusza.
To stało się ich doktryną: odporność na pokusę i zwycięstwo przez męczeństwo. Dla Pielgrzymów, Cordoba była nie tylko miastem do obrony, ale miejscem, w którym mieli dowieść swojej wiary w ogniu. Ich siła miała płynąć nie z relikwii czy błogosławieństw, lecz z niezłomności w obliczu koszmaru. „Jeśli Asmodeuszowi odmówiono posłuszeństwa w płomieniach, my nie ulegniemy jego sługom w błocie okopów. Nasza pielgrzymka kończy się tylko w godzinie zwycięstwa lub męczeństwa.”

Wędrówka Pielgrzymów była długa i naznaczona cudami oraz tragediami. Od Durbanu, przez zdradzieckie drogi Afryki Zachodniej, nieustannie ścierali się z bandytami, heretykami i coraz częstszymi zjawami demonicznymi, które wyczuwały ich świętą misję.

Kiedy wreszcie Pielgrzymi Św. Karola dotarli do Ziem Niczych, nie byli już tą samą grupą, która wyruszyła z Durbanu. Ich skóry stały się twardsze, ich wiara surowsza, a ich marsz stał się nabożeństwem.

Nokutela Gumede nie jest już tylko wojowniczką; jest Liderką Pielgrzymów, niosącą afrykańską gorliwość w serce europejskiej klęski. Jej towarzysze to Weterani Pielgrzymki – zahartowani w boju i głęboko przekonani, że ich długi marsz był jedynie wstępem do prawdziwej walki o duszę ludzkości, która miała się rozegrać w błocie okopów.

Fratres Tenebris : The Cabal of Assassins

Gracz: Gico

Marakesz. Znowu ten pieprzony Marakesz. Czerwone Miasto.
Miasto stojące blisko linii frontu z Upadłymi, którzy uczynili z Cieśniny Gibraltarskiej swój główny cel. Kontrolując ją, mogli dusić handel całego Morza Śródziemnego. Walki trwały tam nieprzerwanie od wielu lat. Właśnie do tego piekła został oddelegowany oddział REDBOARZa – jeden z filarów Czerwonej Brygady.
Blazkovitz stacjonował w Marrakeszu od lat. Wykonywał rozkazy sumiennie, nawet gdy liczba ludzi w jego oddziale malała z każdą kolejną misją. Na co dzień rezydowali w „Czerwonym Dziku”. Nikt nie podważał niezłomności jego charakteru – ale to nie twarda postawa przerażała rzezimieszków Marrakeszu. Bali się jego umiejętności strzeleckich. Tych legendarnych, niemal nieludzkich.
Dlatego nikt o zdrowych zmysłach, kto obracał się w półświatku i załatwiał brudne interesy, nie zbliżał się do „Czerwonego Dzika”.
Ale Marrakesz to nie tylko jeden garnizon.
W innej części miasta, w dzielnicy zwanej Szkarłatnymi Arkadami, z Prussii przybył Slavomir der Wagner. W Marrakeszu jego reputacja była jeszcze nieznana, lecz w rodzinnym mieście nikt nie nazwałby go głupcem. Raczej krętaczem, śliskim typem i hieną, która potrafiła zarabiać na cudzym nieszczęściu.
Szkarłatne Arkady cuchnęły biedą, krwią z aren niewolników i ciężkim aromatem opium. Ten zapach był tak wszechobecny, że ściany budynków i ubrania mieszkańców na zawsze nim przesiąkły.
Slavomir miał spotkać się w szynku „Hanat Hamra” z kimś, kto dorównywał mu pod względem podłości. Jego kontakt nazywał się Toma Alqanfadh.
— Toma… czy w tym waszym mieście naprawdę nie ma nic, co nie miałoby koloru krwi? — prychnął Slavomir. — Jak wy tu żyjecie? Jeszcze ten fetor…
Toma uśmiechnął się krzywo.
— Historia Marrakeszu jest naznaczona nie czerwienią, a czernią. Mrok towarzyszy nam nawet w pełnym świetle południowego słońca. Szkarłat to tylko bunt przeciw niemu. Zanim zaczniemy – napijmy się herbaty. „Hanat Hamra” to jeden z nielicznych lokali w Arkadach, które jeszcze ją mają.
Zamówili napój i przekąski. Przez chwilę wymieniali uprzejmości cienkie jak ostrza noży.
W końcu Toma wrócił do interesów:
— Nie musisz przejmować się Redboarzami. Z pewnego źródła wiem, że Blazkovitz dostał rozkazy. Do tygodnia opuszczą garnizon. Zanim papież przyszykuje nowy oddział z Nowej Antiochii, miasto znów trafi w ręce takich ludzi jak ja.
Slavomir uśmiechnął się parszywie. Wizja zysków rosła w jego głowie jak nowotwór.
— Ale to nie oni są dziś moim największym zmartwieniem — dodał ciszej Toma. — Fratres Tenebris. Nie wiem, kim są… lecz ich szepty coraz częściej słychać na ulicach Hanat Hamry.
Slavomir zesztywniał.
Kropla potu spłynęła po jego skroni — i nie była to wina upału. Palce zaczęły drżeć.
Fratres Tenebris… tutaj? Tak daleko od Żelaznego Muru? Niemożliwe… Nie mogli mnie znaleźć tak szybko.
Toma to zauważył.
— Patrząc na twoją twarz, widzę, że nie wszystko w tym mieście jest czerwone — zażartował.
Zaśmiał się głośno.
Śmiech urwał się w połowie.
Obok ich stolika zmaterializowała się postać. Jakby wyłoniła się prosto z powietrza. Bez dźwięku. Bez ostrzeżenia. Czas zdawał się jej nie dotyczyć.
Ostatnim, co zobaczyli Toma i Slavomir, był błysk Złotego Khanjaru.
I krew.
Dużo krwi.
Zanim ich ciała opadły na stół, postać zdążyła zniknąć. Rozpłynęła się w powietrzu równie nagle, jak się pojawiła.
Kim była?
I jaki był jej cel?
Tego nigdy się nie dowiedziano.
Nigdy też nie ustalono, co naprawdę wydarzyło się tamtego dnia w „Hanat Hamra” w Szkarłatnych Arkadach Marrakeszu.

Miecze Zazdrości : Court of the Seven-headed Serpent

Gracz: Adam

Wielka udręka stała się udziałem każdego człowieka i ciężkie jarzmo [spoczęło] na synach Adama

Zazdrość niejedno ma imię od dnia wyjścia z łona matki, aż do dnia powrotu do matki wszystkich. Rozmyślania ich i lęk serca[wywołuje] przewidywanie tego, co ich czeka –dzień śmierci.

[Poczynając] od tego, który siedzi na wspaniałym tronie, aż do upokorzonego na ziemi i w popiele, od tego, który nosi fioletową purpurę i wieniec, do tego, który się okrywa zgrzebnym płótnem:
[wciąż] gniew, zazdrość, przerażenie i niepokój, lęk przed śmiercią, nienawiść i kłótnia…
(Syr 40,1–4).

Albowiem jest napisane:

„Zawarliśmy przymierze ze Śmiercią,
z Otchłanią poczyniliśmy układy,
gdy pomknie bicz Potopu, nie dosiężne nas,
gdyż Kłamstwo uczyniliśmy sobie Ścieżką,
a w Zdradzie znaleźliśmy schronie.”

„Znakiem ich podejrzliwość,
w którem jeno najmocniejszy ostoi się i rozkwitnie.
Albowiem są oni wcieleniem paranoi i zapalczywości;
a wyznawcy Zazdrościci wygładzili niezliczone narody i krainy,
tak iż ślad po nich nie pozostał,
bo zawiść ich był jako ogień pożerający,
a ręce ich niosły zatracenie wszelkiemu ciału”.
Gal Anonim 1914

Bękarty Lewiatana : Heretic Naval Raiders

Gracz: Kuba

Mówi się, że ocean sam ich wypluł — że narodzili się z trzewi gnijącego wieloryba wyrzuconego na brzeg podczas burzy, w której fale zdawały się wrzeszczeć ludzkimi głosami. Inni utrzymują, że to tylko symboliczna opowieść, a prawdziwa historia jest o wiele bardziej pospolita i o wiele bardziej tragiczna – że byli marynarzami, którzy stali się więźniami Lewiatana, schwytanymi w jego sieci obietnic, głodu i szaleństwa. A może byli ofiarami eksperymentów, które nigdy nie powinny mieć miejsca, porzuconymi przez ludzi, których nie umieli już nazywać swoimi braćmi?

Nikt nie zna prawdy.
Może nawet oni sami już jej nie pamiętają.

Gdy wyruszyli w głąb kontynentu, wielu z początku traktowało ich jak zwykłych rozbójników. Jednak im więcej świadków wracało – lub raczej czołgało się – tym bardziej ich opowieści przestawały do siebie pasować.
Jedni przysięgali, że to bezmyślne bestie, napędzane dzikim instynktem i niewysłowioną nienawiścią. Mówili, że widzieli, jak rzucają się w bój z wrzaskiem, jakby pragnęli jedynie rozszarpać wszystko, co żyje.
Inni twierdzili coś wręcz przeciwnego – że działają w przerażającej, lodowatej ciszy. Że atakują w formacji, której nikt nie miał czasu zrozumieć. Że każdy ich ruch jest przemyślany, jakby wykonywali skomplikowane zadanie powierzone im przez kogoś, kogo wciąż się boją.

A byli też tacy, którzy mówili o czymś jeszcze dziwniejszym – że w ich oczach widzieli błysk… człowieka. Krótką, bolesną iskierkę świadomości, zanim znów gasła pod ciężarem tego, czym zostali.
„Zanim podnieśli na mnie ostrza, jeden z nich zatrzymał się. Na moment. Dłużej niż mrugnięcie, krócej niż oddech. Patrzył na mnie, jakby czegoś szukał – odpowiedzi? Przebaczenia? Może wspomnienia. Potem odszedł. A jego towarzysze… oni już nie mieli w sobie nic ludzkiego.” – tak opowiadał jeden z ocalałych.
Kiedy nocą uderzali na wioski lub patrole, czynili to bez zbędnego chaosu. Gasili światła, rozbrajali straże, zabijali tych, którzy nie chcieli złożyć broni. A gdy wszystko cichło, rozpoczynali swoje rytuały.

Niektórzy twierdzili, że były to modlitwy – nie barbarzyńskie, lecz przepełnione żalem. Jakby prosili o przebaczenie za to, czego nie umieli już powstrzymać. Inni opowiadali jednak o czynach tak potwornych, że samo wspomnienie doprowadzało ich do łez i drgawek.

Czy obie wersje mogą być prawdziwe?
Czy mogą być jednocześnie katami i ofiarami?

Potworami oraz tymi, których ktoś zmusił, by nimi zostali?
Jedno było pewne – zawsze wypuszczali kilku.
I nikt nie wiedział dlaczego.
Czy chcieli siać terror?
A może nie byli w stanie zakończyć życia każdego, kto patrzył im w oczy?
Może w głębi duszy pragnęli, by ktoś wreszcie ich zrozumiał – albo położył kres ich wędrówce?

Z biegiem miesięcy ich reputacja rosła. Ludzie zaczęli szeptać o nich jak o nowej pladze, o znaku nadchodzącego nieszczęścia. Nadali im imię, by móc o nich mówić, nie patrząc w ciemność zbyt długo:

Bękarty Lewiatana.

Ale imię to stało się czymś więcej niż określeniem. Stało się maską, pod którą każdy zaczął widzieć to, czego najbardziej się bał. Brutalnych zabójców. Zbłąkanych dusz. Zwiastunów końca.
I nawet dziś, kiedy ktoś wspomni o ich nadciąganiu, nikt nie pyta już, kim są.
Za to coraz częściej zadaje się inne pytanie – takie, które pojawia się dopiero, gdy minie pierwsza fala strachu, a pozostaje tylko cisza po bitwie:
Czy Bękarty Lewiatana są potworami…
Czy dowodem na to, co człowieka może spotkać, gdy świat przestaje mieć litość?

Ordo Auriculae : Iron Sultanate

Gracz: Tomek

Oddział wywiadu naukowego i operacji specjalnych „Ordo Auriculae”

W zapomnianych rubieżach frontu, tam gdzie linia okopów zderza się z plugawymi wyrastami Czarnych Graali, działa oddział, o którym szeptem mówi się nawet w najciemniejszych laboratoriach Kalifatu. Nazywa się Ordo Auriculae – Zakon Usznej Pieczęci, choć w praktyce wszyscy mówią o nim po prostu „Oddział Sowy”.

I. Dwie twarze alchemii

Oddziałem dowodzi profesorka Zeynab al-Rashid, znana również jako بومة ذهبية (Złota Sowa). Jej przydomek to nie tylko metafora: od lat pieczętuje swe raporty i traktaty wizerunkiem złotego ptaka, a od niedawna — prowadzi do boju jego monumentalny odpowiednik, golemiczną Sowę Zehira, stworzoną z czystego złota, mechanicznych piór i starożytnych run geometrycznych.
Zeynab wierzy wyłącznie w matematykę, proporcje i klasyczne alchemiczne równowagi. Jej imię w świecie nauki wymawia się z szacunkiem. To ona opracowała fundamenty geometrii takwinicznej, a jej uczniowie – przynajmniej ci, którzy przeżyli – powtarzają jej mantrę:

„Jeśli nie zgadza się równanie, nie powstanie życie. A jeśli mimo to powstaje — UCIEKAJ!”

Jej podejście jest metodyczne, ale bezlitosne; wiedza jest dla niej ważniejsza niż polityka czy ambicja.

To zaś odróżnia ją od jej ucznia.
Jalil ibn Samir, młody geniusz alchemii, został wciągnięty do Zakonu dzięki wyjątkowemu talentowi… oraz koligacjom z samym Wielkim Sułtanem. Jego umysł działa jak błyskawica – szybki, niebezpieczny, często niszczący to, czego dotknie. Zeynab mówiła o nim czasem:

„Jalil to jedna z tych gwiazd, które świecą najjaśniej tuż przed wybuchem.”

Jalil nie wierzy w równania. Dla niego alchemia jest żywa, zmienna, wciąż mutująca. Za dowód jego odwagi – lub szaleństwa – służy jego własne dzieło: golem-kombinant „Nawffal”, stwór z gliny, szlachetnych metali, rytualnie oczyszczonych kości i fragmentów ludzkich tkanek pozyskanych zgodnie lub niezgodnie z protokołem. Porusza się jak ktoś, kto pamięta życie, ale nie ma pewności, czy chce je mieć z powrotem.

Złota Sowa Zehira i hybrydowy Nawffal są ucieleśnieniem konfliktu pomiędzy tradycją a innowacją.

II. Oddział zrodzony z Takwinów

Większość Ordo Auriculae nie składa się z ludzi.
To Takwinowie: golemiczni żołnierze, humanoidalni, często o twarzach wygładzonych niczym nieukończone rzeźby. Ciężcy, odporni i pozbawieni strachu, są wykorzystywani jako zwiadowcy, transport, siła uderzeniowa i żywe laboratoria.

Jedynie garstka żywych żołnierzy — tzw. Ochrona Polowa Alchemików — idzie z oddziałem w teren. Każdy jest elitą, wyszkolony nie tylko w walce, ale i w procedurach neutralizacji niestabilnych konstruktów. Ich głównym zadaniem jest ochrona dwójki alchemików… oraz czasem ochrona reszty świata przed efektami ich eksperymentów.


III. Misja, która wykracza poza rozsądek

Ordo Auriculae zostało powołane przez Jalila — to jego polityczne zaplecze, jego wpływy przy dworze, jego nieposkromiona ambicja sprawiły, że sułtan dał pozwolenie na stworzenie tak niebezpiecznego oddziału.

Ich misja jest prosta, lecz szalona:
Odnaleźć nowe formy istnienia, nowe możliwości tworzenia sztucznych organizmów, i przekroczyć granice Takwinu, nawet jeśli oznacza to konfrontację z plugawymi potęgami Piekła, mutagenicznym wpływem Czarnego Graala, czy też niepojętymi aberracjami powstającymi na polach bitew.

Zeynab uważa, że celem jest zrozumienie granic i ich zabezpieczenie.
Jalil – że granica sama prosi się, by ją zniszczyć.

IV. Wspólne dowództwo, ale nie wspólna wizja

Choć Jalil stworzył oddział, to Sowa została jego formalną dowódczynią. Sułtan wiedział, że bez kogoś takiego jak Zeynab młody alchemik mógłby doprowadzić do katastrofy, która objęłaby pół kontynentu.

W praktyce dowodzą razem:
Zeynab planuje i kontroluje każdy aspekt misji, Jalil improwizuje, eksperymentuje, testuje teorie wprost na polu bitwy.

Takwinowie nazywają ich w swoim niemych „języku”:
Malkat an-Nisab – Królowa Równań
Walad al-Nar – Syn Ognia

V. Echo frontu

Kiedy Ordo Auriculae wyrusza w teren, okopy milkną.
Żołnierze z innych kompanii mówią, że tam, gdzie przechodzi ich oddział, ziemia pachnie jednocześnie złotem, kadzidłem i rozkładem. A nad linią frontu unosi się cień ogromnej, metalicznej sowy, której skrzydła odbijają światło niczym ruchome lustra.

Za nimi idzie hybryda Jalila, której oczy jarzą się jak stukrotnie wzmocnione lampy okopowe.

I wszyscy wiedzą, że jeśli oni maszerują w stronę czegoś, to niezależnie od tego, czym to coś jest — świat nie będzie już taki sam, kiedy wrócą.

Strike Team 21:37 : Papal States

Gracz: Artur

W pierwszych latach Wojny Kościół tracił oddziały w tempie, którego nie sposób było nawet zapisywać. W strefach skażonych cudami nie działały żadne reguły — ani wojskowe, ani teologiczne.

Tam, gdzie armie tonęły w błocie i bluźnierstwach, potrzebny był nowy rodzaj żołnierza. Po serii katastrof — w tym upadku kilku sanktuariów i pojawieniu się heretyckich legionów mutacji — Święte Oficjum zarządziło utworzenie zamkniętych komórek interwencyjnych, mających działać poza strukturą regularnego wojska.

Jedna z nich otrzymała numer 21.37. Zebrano w niej ludzi, którzy:

• przeżyli kontakt z cudami, które zabijały całe kompanie,
• nie załamywali się pod teologicznym terrorem herezji,
• potrafili modlić się w ogniu i strzelać w ciemności,
• a ich wiary nie dało się już zmierzyć zwykłą spowiedzią.

Każdy z nich przeszedł rytuały oczyszczenia, testy odporności na anomalie sakralne i badania doktrynalne, które doprowadzały wielu do szaleństwa. Ci, którzy zostali, nie byli już zwykłymi żołnierzami. Byli świadkami — i narzędziami. Od tamtej chwili działają na granicy wiary i bluźnierstwa — w miejscach, gdzie światło i ciemność zlewają się w jedno. Ich raporty są krótkie, ich misje rzadko wracają na papier, a ich obecność oznacza tylko jedno: Jeśli 21.37 zostało wysłane — modlitwy już nie wystarczyły.

ARCHIWUM KAMPANII GRANEJ NA ZASADACH 1.6.3

XIII Szwadron Egzekucyjny STURMGELD : Knights of Avarice

Gracz: Tomek

Pod ruinami zgasłego świata maszerował XIII Szwadron Egzekucyjny STURMGELD. Ich sztandar, postrzępiony i nasiąknięty krwią, powiewał nad szeregiem żelaznych hełmów. Nie byli zwykłym oddziałem – byli poborcami Mammonа, demonа chciwości. Zamiast sprawiedliwości nieśli wagę przekupstwa, zamiast prawa – żelazną pięść oplecioną drutem kolczastym. Tam, gdzie wkraczali, wieśniacy oddawali ostatnie monety, a dłużnicy kończyli z gardłami przeciętymi bagnetem. Ich modlitwy były rozkazem, ich pieśnią – huk dział. W imię złota i krwi, STURMGELD kroczył naprzód, pozostawiając za sobą tylko ciszę, dym i pustkę.

Baron Krwi i Złota –Arcyegzekutor Armand Baumann
Mówi się, że zanim przyjął imię Armand, był zwykłym legionistą w szeregach zapomnianej heretyckiej armii. Wojna uczyniła go bezlitosnym, lecz to złoto – nie chwała – rozżarzyło jego serce. Gdy w ruinach spalonego miasta odnalazł starożytną monetę z rogatym obliczem, usłyszał szept Mammonа: „Oddaj mi swą krew, a dam ci władzę nad cudzą krwią i cudzym złotem.”
Od tej chwili Armand sprzedawał życie swoich ludzi za trybuty, a każdego dłużnika karał bardziej za zwłokę w zapłacie niż za zdradę. Zbroja jego jest czerwona jak krew, a prawa dłoń – opleciona wiecznie okrwawionym drutem kolczastym – zaciska się na złotej monecie, którą wyciągnął z ognia.
Wśród swoich znany jest jako Arcyegzekutor, bo nigdy nie prowadzi bitwy inaczej, niż przeliczając jej cenę. Mówią, że gdy poleje się krew, Baumann słyszy brzęk monet – i to jest dla niego jedyna muzyka zwycięstwa.

Bezgłowy Chórzysta – Cantor Winkler
Dawniej był śpiewakiem katedry, którego głos rozbrzmiewał hymnami ku chwale boga światłości. Gdy jednak długi przygniótł jego rodzinę, szukał ratunku u Mammonа. W zamian za spłatę zobowiązań, demon zażądał jego najcenniejszego daru – głosu. Pewnego dnia, na dnie czarnej piramidy zła, święty śpiewak został ścięty, lecz nie umarł.
Teraz jego bezgłowy tułów kroczy wśród okopów, opleciony drutem kolczastym, z którego zamiast krwi płynie żużel i popiół. W dłoniach trzyma złote insygnia Mammonа – monety, medaliony oraz chorągiew – które dźwięczą jak fałszywy chorał za każdym jego krokiem. Żołnierze twierdzą, że w miejscu gdzie powinien być głos, słychać tylko metaliczny zgrzyt, jakby chór złota sam śpiewał przez niego.

Czarny Wilk – Necro Schädel Ficker
Legenda głosi, że Schädel był kiedyś człowiekiem – strażnikiem skarbca. Gdy w przypływie chciwości połakomił się na złoto, został przeklęty: jego ciało rozdarło się, a z trzewi narodził się wilk wielki jak koń, o sierści czarnej jak smoła. Oczy wilka jarzą się żółtym blaskiem monet, a jego kły ociekają krwią dłużników.
Walka u jego boku to jak szturm z samym gniewem piekieł – Schädel rzuca się na wrogów w ślepym amoku, szarpiąc ciała jak pergamin. Mówią, że zna tylko dwa instynkty: głód i chciwość. W chwilach bitewnej furii z jego paszczy wypadają złote wióry, jakby sam Mammon ostrzył na nim swoje zęby.

Razem z Baronem tworzą nieświętą triadę: Pan, Głos i Bestia – ucieleśnienie trybutu krwi, złota i strachu.
A dłużni są wszyscy.

KULT SZPETNEGO KIELICHA : Black Grail

Gracz : Adam

„…Były tam też ogromne wiechcie piór, wypchane byle jak starem ścierwem. U wielu nie można było wyróżnić głowy, gdyż pałkowata ta część ciała nie nosiła żadnych znamion duszy. Niektóre pokryte były kudłatą, zlepioną sierścią, jak żubry i śmierdziały wstrętnie. Inne przypominały garbate, łyse, zdechłe wielbłądy. Inne wreszcie były najwidoczniej z pewnego rodzaju śluzu, puste w środku, a świetnie kolorowe nazewnątrz. Niektóre okazywały się zbliska niczem innem niż parchem, w które niepojętym sposobem tchnięto jakiś pozór życia…”

Kult Szpetnego Kielicha zdawał się operować na ziemiach polskich w lat 1914-1916 siejąc zgrozę i spustoszenie w okolicach dzisiejszego Radomia. Zwyrodniałe kreatury specjalizowały się w błyskawicznych atakach hord owrzodzonych psów i pokrytych liszajami olbrzymich much, które poza śmiercią niosły spaczenie, zgniliznę i wszelkiego rodzaju zaplute choroby. Gdziekolwiek pojawiał się Kult cel był jeden, by zniszczyć, splugawić oraz zdeformować świat i sługi wielkiego kłamcy jehowy.

Prawdziwy trzon kultu stanowiła „Nie-święta Trójca” – gdyż patronem okazał się nikt inny niż sam Antypapież Awinionu. Andras – Pan Narośli, którego osobowość była równie miła co kupa dziesięcioletniego kompostu, jednak o diabolicznym umyśle pławiącym się we wszelkiego rodzaju zepsuciach. Ponoć nawet jego cień był w stanie skazić całą okolice na wielomiesięczny pomór. Przenikliwością był w stanie prześcignąć każdego z dowódców piekielnych armii. Emjasz – Rycerz Zakonu Zgniłego Krzyża, którego wierny CKM kosił pola równie skutecznie co zaraza grzyba sporyszowego. Soton – Rycerz Zakonu Muchy, o czarnej tarczy, czarnym toporze i równie czarnym humorze.

Oswieceni : Heretic Legion

Gracz: Kuba

Gorigas Oślepiające Światło krył się za zwalonym monumentem Marii Dziewicy. Z lubością obserwował, jak niedawni sprzymierzeńcy rozdzierają się nawzajem w krwawym amoku.
Wściekłe uderzenia kolb, zdradliwe ciosy bagnetów, trzask pękających kości, wnętrzności parujące w zimnym powietrzu i bezlitosne staccato karabinów maszynowych. Wszystko to składało się na plugawą symfonię, którą Gorigas chłonął niczym święty hymn.


Pod hełmem, naznaczona siecią starych blizn twarz rozciągnęła się w uśmiechu. Plan znów się powiódł. Ładunek podłożony tu, kłamstwo zaszeptane tam, poderżnięte gardło pozostawione z celowo widocznymi tropami. Tyle wystarczyło, aby brat zamienił się w kata brata.


Melodia śmierci przycichła. Niedobitki obu stron kryły się za barykadami, rozpaczliwie próbując ujść z życiem. To był moment, na który czekał. Jego kostur buchnął ogniem piekielnym, gdy wyszedł z mroku.

— Bracia i siostry! O cóż ta marna swara? Czyż nie jesteśmy jedną potępioną rodziną? Czyż to nie w jedności płonie nasza moc?

Oczy wszystkich zwróciły się ku niemu, a wraz z nimi lufy strzelb i karabinów. Lecz żadna kula nie wystrzeliła. Ogień otaczający jego kostur rozjarzył się jaśniej, oślepiając tych, którzy ośmielili się patrzeć prosto nań. Gorigas ruszył naprzód z dłonią wyciągniętą w obłudnym geście pojednania.

— Ty przeklęty psie! — ryknął Herman, herszt bandy Krwawego Ciernia, osłaniając oczy. — To twoje machinacje! To przez ciebie brat wystąpił przeciw bratu!

Gorigas skinął lekko głową. Sprytniejszy, niż zakładał. Ale nie dość sprytny. Wskazał laską na krzyczącego.

— Błądzisz, bracie. Pozwól, że cię oświecę.

Słowa dopiero ucichły, gdy głowa Hermana eksplodowała w kaskadzie krwi, odcięta jednym błyskiem. Bezłebne ciało runęło na ziemię, rozlewając szeroko czerwone jezioro. Za trupem powietrze zadrżało i zgęstniało i w tej gęstwinie pojawił się Komandos Śmierci, jego szpony ociekały parującą posoką. Kondensatory na plecach syczały wyładowaniami, a po chwili zjawa rozwiała się jak dym.

Na polu bitwy zaległa cisza, przerywana tylko rytmem pulsującej krwi, wciąż tryskającej z szyi herszta.

Gorigas zrobił krok naprzód. Wyczuł obecność bestii za sobą, jeszcze zanim rozdarł ciszę skrzek pazurów skrobiących o kamień. Hybryda człowieka, wilka i demona stanęła przy nim, obnażając płonące ślepia. Runy wyryte na jej pancerzu jarzyły się tym samym ogniem, co kostur kapłana.
Gorigas uniósł głowę i spojrzał po ocalałych. Wbił wzrok w każdego, jeden po drugim.

— Jak mówiłem – to było kłamstwo. Nasz Pan zesłał mnie, bym was oświecił. Wciąż wątpicie w moje słowa?

Bestia rozwarła paszczę, ukazując rzędy zakrwawionych, żelaznych kłów.

— Nie? A więc dołączcie do nas. Do Oświeconych.

Saint Patrick’s Wrath : Eire Rangers

Gracz: Artur

„Ut serpentes iterum cadant” – Niech węże znów upadną

• Kapitan Eoin MacCraith – „Gniew Świętego”. Niektórzy mówią, że Eoin MacCraith nie jest już zwykłym człowiekiem. W bitwie nie nosi pancerza – jego jedyną ochroną jest niezłomna wiara. Pogłoski głoszą, że w chwilach furii bitewnej wstępuje w niego duch samego św. Patryka. Prowadzi szarżę jak berserker – jego krzyk bitewny sprawia, że nawet demony cofają się w strachu. Dewiza: „Nie potrzebuję żelaza, gdy mam ogień wiary. Stal się łamie. Wiara nie.”.

• Ojciec Seamus O’Riada „Żelazny Pasterz”. Kapłan w bojowym ornacie, duchowy filar drużyny. Odprawia egzorcyzmy, wzmacnia morale i wzywa gniew Boga w najciemniejszych chwilach.

• Connor Doyle – starszy z braci, spokojny i metodyczny. Znakomity strzelec wyborowy i obserwator.

Finn Doyle – młodszy, zwinny i porywczy. Specjalista od kamuflażu i błyskawicznego ostrzału. Razem bracia Doyle tworzą duet zwiadowców, którzy eliminują wrogów z dystansu i prowadzą oddział przez najtrudniejsze tereny.

• Cormac „Żelazny Święty” O’Clery – wojownik w Machine Armour. Jego pancerz zdobią krzyże i relikwie, a na polu bitwy jawi się niczym stalowa katedra krocząca w ogniu.

Fianna – Wojownicy Boga :

• Cathal „Wilczy Syn” O’Donoghue – lider Fianna, prowadzi szarżę z claymore’em. Symbol dzikości i odwagi.

Diarmaid „Złota Ręka” Mac Cárthaigh – wojownik o nadludzkiej sile dzięki cudownej, metalicznej protezie.

• Turlough „Kamienna Pięść” Mac Lochlainn – były górnik, walczący młotem kowalskim. Rozbija umocnienia niczym skały. Fianna to taran drużyny – ci, którzy idą pierwsi, by przełamać linie i siać strach w sercach demonów. Sztandar oddziału, czarny z zielonym krzyżem celtyckim oplecionym złotymi płomieniami, jest znakiem strachu dla demonów i nadziei dla ludzi.

Bitwa o Czarną Przełęcz: Czarna Przełęcz była wąskim gardłem między wzgórzami, które od miesięcy kontrolowały piekielne hordy. Żadna armia nie mogła przejść tędy – okopy, drut kolczasty i potwory splatały się w jeden labirynt śmierci. Gdy pojawiła się wieść, że tamtędy prowadzony będzie demoniczny konwój z relikwiami kradzionymi z kościołów, Kościół wysłał Saint Patrick’s Wrath. Bracia Doyle pod osłoną nocy prześlizgnęli się przez mgłę i rozpoznali wrogie pozycje. Connor wyłowił z daleka sylwetki dowódców demonów, a Finn oznaczył ścieżki, którymi można było wprowadzić Fianna. Gdy wrócili, powiedzieli tylko jedno słowo: „Możliwe.”. O świcie Ojciec Seamus wzniosł krzyż z Armagh i odmówił modlitwę, którą zagłuszył grzmot artylerii. Fianna ruszyli pierwsi – Cathal jak wilk prowadził szarżę, Diarmaid rozrywał barykady gołą metalową dłonią, a Turlough młotem rozbijał gniazda karabinów. W centrum walki stanął Kapitan Eoin MacCraith. Nagi do pasa, z relikwiarzem na piersi, rzucił się na wroga jak wcielony gniew. Bagnety i kule odbijały się od niego, jakby otaczała go niewidzialna tarcza. Świadkowie przysięgali później, że w jego oczach płonęło zielone światło, a wokół niego na chwilę ukazał się kształt krzyża celtyckiego. Demony zaczęły cofać się w panice, krzycząc w językach, których nikt z ludzi nie rozumiał. Na skrzydle Cormac O’Clery w swoim Machine Armour przedarł się przez zasieki. Z jego karabinów tryskały błyskawice ognia, a każdy krok jego stalowych nóg rozbijał ziemię i wrogów pod spodem. Dla towarzyszy był jak żywa katedra, dla wrogów – zwiastun śmierci. W chwili, gdy wydawało się, że demony wezwą posiłki, Ojciec Seamus stanął na barykadzie i wzniósł krucyfiks. Głos kapłana niósł się jak grzmot: „Ut serpentes iterum cadant!” – a w tym momencie bracia Doyle jednocześnie strzelili, zabijając dwóch demonicznych dowódców. W szeregach wroga zapanował chaos. Po całodziennej rzezi Czarna Przełęcz była wolna. Konwój został przejęty, a relikwie odzyskane.


O Saint Patrick’s Wrath zaczęto mówić, że to „gniew niebios na ziemi”. Ludzie wspominali, że gdy Eoin prowadził swoich w berserkerskim szale, kruki krążyły nad jego głową, a piekielne węże wyły i ginęły, jakby naprawdę wrócił na ziemię sam święty Patryk, by jeszcze raz przepędzić zło.

Zelazny Sultanat : Iron Sultanate

Gracz: Maciej

Pod piaskami pustynii, gdzie wiatr rozwiewa popiół dawnych imperiów, maszeruje Żelazny Sułtanat – legiony, które nigdy nie znały spoczynku. To karawana potępionych, których dusze zostały sprzedane za ciężar stali i dymu.

Żelazny Sułtanat niesie ciężar jarzma – okowy, które biją głośniej niż bębny wojenne. Każde ich zwycięstwo to nowa kolonia niewolników, każdy podbity ród to kolejny trybut złożony nie władcy, ale demonom piasku i metalu.

Sułtan Khalid
Niegdyś władca z krwi i kości, teraz więzień własnej zbroi. Jego ciało dawno przestało istnieć – pozostał jedynie szkielet zamknięty w skorupie ze stali i miedzi, poruszany przez parę i czarne modlitwy. Każdy krok Sułtana zostawia w piasku ślady krwi zmieszanej z olejem maszynowym.

Zafir – Głos Sułtana
Był kiedyś kapłanem, który wzywał wiernych do modlitwy z wysokich minaretów. Gdy miasta upadły, a wieże runęły w proch, przysiągł, że zemści się wysadzając i paląc wrogów. W swoim laboratorium przygotowuje najbardziej zabójcze rodzaje amunicji dla żołnierzy sułtana oraz swojego działa.

Hamza – Pies Pustyni
Największy wśród janczarów, zrodzony nie z ciała, lecz z piasku i gniewu. Mówi się, że był kiedyś strażnikiem oazy, zdradzonym i pochowanym żywcem przez własny lud. Jego dusza wgryzła się w ziemię, a gdy Sułtan przyzwał demonów, ożył.
Jego wycie to burza piaskowa, a jego oczy jarzą się niczym żółte monety.

Kompania Przekletych : Trench Ghosts

Gracz: Bartek Kr

Gusjon, lord dowódca legionów duchów ma swoje swoje cele do osiągnięcia na ziemi niczyjej. Lecz wszystkie jego legiony zostały wygnane w walce z obrońcami Żelaznego Muru. Jedenasty książę piekieł został zmuszony kontynuować swe dzieło, polegając na tych których tutaj zastał. Tak zebrał zaginione dusze, tych przeklętych którym odebrano przywilej wiecznego snu, zamknięto przed nimi bramy niebios i piekieł. Jednak gdy demonii generał potrzebuje przeprowadzić swoją kampanię wojenną, złoży obietnicę nie do odrzucenia i tym wygnańcom.

Tak więc i zbierał dusze, tych będących heretykami za życia i tych którzy poprzysięgli się im postawić. Zbierając w swej Kompanii walczących ze sobą zajadłych wrogów utworzył z nich towarzyszy bronii. Wybawiając ich z błędnej tułaczki niebtytu na ziemiach niczyich ukrył ich w nowym więzieniu swoich kłamstw i fałszywych wizji. Jeśli Kompania się sprawdzi, po cóż się ich pozbywać. Gdyby to wielki Król wszedł w posiadanie niematerialnej armii mogącej zgłądzić każdego wroga czy pozbyłby się tej broni będąc w obliczu starcia z przewyższającym go liczebnie wrogiem? Nabierając się jednak na te kłamstwa i słodkie wizje, (a może nie widząc innej szansy) uformowała się Kompania Przeklętych. Na jej czele Gusjon postawił byłego heretyckiego kapłana.

-Varloch Seelenfresser dawny Prezbiter zrujnowanej katedry pierwszych krzyżowców nie zazna spoczynku za zdradę i zbezczeszczenie świętych relikwii. Lecz nowy Pan wykorzystując jego potencjał dał mu rząd dusz.
-Prawą ręką Prezbitera miał być dawny agent sił specjalnych, niewidzialna śmierć Opętaniec Wilhelm Grauslich, miał stanowić siłę tworzącą zamieszanie na tyłach wrogów, siejąc tam strach i zwątpienie. Zginąwszy sam za linią wroga czuje się tam teraz jak u siebie.
Lewa ręką prezbietera miała być wdowa francuskiego generała, chcąć odnaleźć ciało męża na ziemi niczyjej zaplątała się w druty kolczaste, jej szloch i zawodzenie Banshee zamrozi krew w żyłach wrogów.

Lord dowódca przeznaczył tej trójce wsparcie w postaci prostych żołnierzy, „Grenadier” Ludwig Grabmacher zmarłego w wyniku eksplozji składu amunicji, aż do teraz świszczy mu w uszach. „Kawaler” Diego de Sangrador waleczny mąż przybył do piekła ze słonecznej hiszpanii, nie spełniając swych rycerskich ślubów za życia może dopełni ich po śmierci, „Prorok” Izajasz Qeteb słowo Gusjona, towarzysze dźwięk jego dzwonu i zawodzenie uznają za przekazywany sygnał od ich Pana, Izajasz tak jak za życia głosił zagładę swego oddziału w nadciągającej burzy gazów bojowych tak po śmierci glosi odkupienie towarzyszy, „Złamaniec” Bogdan Stanisic uwięziony za życia pozwolił stracić swe ciało od pasa w dół by tylko uwolnić się z kajdanów, po śmierci jego niewola jednak nadal trwa.

Tak uformowana Kompania czeka na szepty swego lorda wypowiadane z ust ich Proroka. Udają kolejnych obłąkańców ziemi niczyjej by uderzyć gdy Pan rozkaże.

Oddział jednostki specjalnej wyspecjalizowanej w działaniach bojowych na terenach heretyków „REDBOARZA” : Red Brigade

Gracz: Bartek

„The Red Brigade has fallen.”

Kernel odpowiedział podczas audiencji:
„And the Red Brigade will rise anew.”


Minęło dwadzieścia jeden miesięcy, trzy dni i siedem godzin od rozpoczęcia jednej z najbardziej wymagających misji oddziału Kernela. Była to desperacka walka o Marrakesz – miasto na granicy światów, broniące się przed heretyckimi legionami z północy, które okupowały tereny przy cieśninie gibraltarskiej.

Kernel Blazkovitz objął dowództwo nad Czerwoną Brygadą cztery lata temu. Nie prosił o ten zaszczyt, ale wojna nie pyta o wolę żołnierza. W szeregach Brygady nikt nie kończy służby z własnej woli – to kule, szrapnele, ostrza wrogów i piekielne moce stawiają kropkę nad losem Czerwonych.

Ta wojna nigdy się nie skończy.
Nigdy się nie zmieni.

Po przybyciu do Marrakeszu oddział ulokowano w garnizonie przy ratuszu miasta. Zazwyczaj nie można było ich tam spotkać – po misjach leczyli rany i wznosili toasty za poległych towarzyszy w karczmie Red Boar. To właśnie stamtąd wzięła się ich potoczna nazwa – REDBOARZA, Czerwone Dziki, jednostka specjalna wyspecjalizowana w działaniach bojowych na terenach heretyków.

Liczni towarzysze Kernela polegli w Marrakeszu, ale na miejsce poległych pojawiali się inni – ludzie, którzy stracili bliskich i przysięgali zemstę. Dołączali do Czerwonych, wiedząc, że kontrakt z Brygadą podpisuje się nie atramentem, lecz krwią.

Los tej jednostki zawsze był przypieczętowany czerwienią – krwią towarzyszy, blaskiem zachodów słońca nad ruinami i ogniem gniewu. Kontrakt zemsty oddziału nigdy nie wygasał.

W krótkiej chwili wytchnienia, między jedną bitwą a drugą, do gabinetu Kernela wszedł posłaniec. W jego dłoniach spoczywała koperta opatrzona pieczęcią dowództwa. Rozkazy były jasne i budziły grozę:

W Radomiu czai się nowe zło.
Niespotykane zło.

Kernel Blazkovitz zamknął oczy, a potem bez cienia wahania odpowiedział posłańcowi:
„And the Red Brigade will rise anew.”

Wyznawcy sw. Bernarda Delicieux : Trench Pilgrims

Gracz: Mikołaj

Historia myśli ideologicznej ruchu rozpoczęła się w XI wieku. Początkowo znani jako Katarzy, z greckiego „czyści”, sprzeciwiali się ustrojowi feudalnemu i ścisłej hierarchii. Uznają istnienie dwóch bogów: dobrego, Jahwe, któremu służą, oraz złego, który zsyła legiony piekielne na Ziemię. Początkowo wyznawany przez nich dualizm, wraz z negowaniem cierpienia Jezusa na krzyżu, budził sprzeciw władz Kościoła. W obliczu starcia z siłami Piekieł, porzucono jednak plany eksterminacji ruchu, a stworzenie Meta Chrystusów dało pretekst do akceptacji niepewności dogmatu o Zbawcy. Z czasem Katarzy zaakceptowali również hierarchię, na co niemały wpływ miało nadanie im przez Papieża Celestyna II ziemi na której powstało państwo ze stolicą w Carcassone.

Jednym ze znanych Katarów był Bernard Delicieux, który wsławił się podczas obrony katarskiej stolicy w 1320 roku, broniąc miasta przed siłami Siedmiogłowego Węża. Kiedy na polu bitwy został już tylko on, ciął i rąbał niezliczone grupy piekielnych potworów tak długo, aż nie udusił się w ich wnętrznościach. Jego męczeńska śmierć pozwoliła na uznanie go Świętym, a jego postać inspirowała kolejne pokolenia Pielgrzymów, którzy decydowali się na ogromne poświęcenia w wojnie przeciwko mrocznym siłom.

Sześć wieków później, wielebny Lucas przyjął Consolamentum, katarskie śluby nakazujące bezwzględne posłuszeństwu Panu. Lucas odnalazł w swoim zgromadzeniu odważne dusze gotowe do wyruszenia do Ziemi Świętej, aby odzyskać utracony świat. Wraz z Ojcem Quentinem, nawróconym ze wschodu, Genevieve de Montpellier, agitatorką-przewodniczką, oraz innymi wiernymi wyruszył aby wypełniać wolę Pana i słusznym gniewem wymierzać karę tym, którzy ośmielają się sprzeciwiać Jego woli.